10/12/07

Dzień nauczyciela

Wszystkim Tym, którzy wybrali trudny i czasem niewdzięczny zawód, polegający na przekazywaniu wiedzy
i humanistycznej i ścisłej i tej początkowej, zaczynającej się już w przedszkolu,
życzymy z Jagą wszystkiego dobrego.
Niech Wam się darzy jak najlepiej. ..

Kartka dla p.Marzeny

kartka010fe6

kartka009ed2

03/13/07

Za sterami Zawiszy

Piosenki żeglarskie śpiewają tysiące ludzi, ale tylko nieliczni potrafią wyjść ze świata marzeń snutych przy ognisku, stanąć za prawdziwym sterem i z pływania pod żaglami uczynić sposób na życie.

Piosenki żeglarskie śpiewają tysiące ludzi, ale tylko nieliczni potrafią wyjść ze świata marzeń snutych przy ognisku, stanąć za prawdziwym sterem i z pływania pod żaglami uczynić sposób na życie. Zdecydował się na to tyszanin Wojciech Plewnia.

Przylądek Horn

Jego przygoda z żeglarstwem zaczęła się 28 lat temu na Jeziorze Paprocańskim w Tychach, kiedy wujek po raz pierwszy zabrał go na łódkę. To wystarczyło. Wstąpił do wodniackiej drużyny harcerskiej. W pierwszy rejs na Zawiszy Czarnym popłynął w 1988 roku, portem docelowym był Rotterdam. Potem podróżował na tym żaglowcu do coraz odleglejszych miejsc, każdy kolejny rejs miał w sobie coś przełomowego: Wyspy Brytyjskie, Ameryka Północna, Ameryka Południowa i żeglarski Everest, czyli opłynięcie Przylądka Horn.
W 1990 roku udało mu się połączyć pasje żeglarskie z artystycznymi. Prowadzony przez Plewnię zespół Tonam i Synowie występował w portach, do których zawijał statek.

– Rok później był kolejny rejs na Zawiszy Czarnym. Startowaliśmy w regatach. W połowie trasy “strzelił silnik” i kapitan powiedział, że to koniec. Statek został odholowany do portu w Kilonii, usłyszeliśmy wyrok – naprawa potrwa kilka miesięcy. Szczęście w nieszczęściu, że trafiliśmy akurat do tego portu. Zawisza Czarny ma silnik z niemieckiego U-boota (obecnie jest to jedyny statek na świecie z takim napędem), w dodatku został wyprodukowany w czasie wojny właśnie w tej stoczni. Okazało się również, że budował go emerytowany pracownik owej stoczni. Hans zgodził się pomóc w naprawie silnika, my natomiast występowaliśmy w okolicznych miejscowościach “pod banderą” stoczni. Naprawa trwała trzy tygodnie, udało nam się wziąć udział w części regat. Niemożliwe stało się możliwe – wspomina kapitan.

Wyprawa stulecia

W 1992 roku odbył się najważniejszy rejs XX wieku, w 500 rocznicę odkrycia Ameryki przez Kolumba. Wszystkie żaglowce świata (choćby na części trasy) wzięły w nim udział. Plewnia również popłynął. W planach było zawinięcie do sześciu portów, skończyło się na 30.

Rok 1998 był rokiem wielkich zmian. Tyszanin otrzymał propozycję pracy na Zawiszy Czarnym. Wtedy jeszcze zabrakło mu odwagi na podjęcie takiej decyzji. – Pracowałem na Śląsku, zajmowałem się realizacją imprez w Spodku, a później prowadziłem szkolenia z zakresu prawa pracy. Kiedy jednak pojawiła się kolejna oferta pracy na morzu, nie potrafiłem odmówić. Przy ogromnym wsparciu żony i dzięki namowom kapitana Waldemara Mieczkowskiego postanowiłem zaryzykować i zostać zawodowym żeglarzem. Zostałem bosmanem na Zawiszy Czarnym.

Stanowisko bosmana zajmował przez 7 miesięcy, wtedy przyszedł awans na starszego oficera – to druga osoba po kapitanie. Nie minęły dwa lata, a Wojciech Plewnia objął stanowisko kapitana. Po trzech latach został kapitanem prywatnego jachtu motorowego.

Tonam i Synowie

Początki fascynacji Wojciecha Plewni muzyką z morza sięgają połowy lat 80. Wtedy powstał jego pierwszy zespół. W 1987 roku na festiwalu szantowym w Gdyni zespół Marek i Synowie spróbował swoich sił wspólnie z zespołem To Nam Tufto. Początkowo ta hybryda nie miała nazwy, jednak w momencie kiedy chłopcy zdobyli wyróżnienie, jakąś nazwę musieli stworzyć. Tak powstał zespół Tonam i Synowie.

– Drobne problemy z nazwą towarzyszyły nam także w trakcie dalszej kariery, kiedy występowaliśmy, ludzie zastanawiali się, który z nas to Tonam, a którzy to jego synowie. Trochę śmiechu z tym było, sporo tłumaczenia, ale przede wszystkim dobra zabawa – wspomina Wojciech Plewnia. – Później wszystko potoczyło się bardzo szybko, jako laureaci gdyńskiego festiwalu byliśmy zapraszani na inne festiwale, na których zdobywaliśmy kolejne nagrody: na festiwalu Tratwa w Katowicach, laury na Festiwalu Piosenki Żeglarskiej Shanties w Krakowie, a także nagrody w Tarnowie, Stalowej Woli, we Wrocławiu.

Zespół w składzie: Wojciech Zawadzki (Muki), Wojciech Plewnia (Garbaty), Jarosław Darul (Rulon), Michał Czernek (Atari) i Marcin Murat (Marcinek) zyskiwał coraz większą popularność. Po udanych występach w Polsce przyszła pora na koncerty poza granicami kraju, zespół występował w Holandii, Francji, Niemczech, Anglii. Muzycy dali kilkadziesiąt koncertów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Rodzina

Wojciech Plewnia sześć miesięcy w roku jest poza domem, a drugie sześć spędza z rodziną. – Jestem szczęśliwy, że udaje mi się utrzymać bardzo mocne i ciepłe więzi. Dla niektórych może to być niewiarygodne, ale w ten sposób spędzam z rodziną więcej czasu niż człowiek pracujący na tradycyjnym etacie. Mam te kilka miesięcy wolnego i wykorzystuję je do maksimum. Praca z dala od domu sprawia, że człowiek jeszcze bardziej docenia kochającą rodzinę. Gdyby nie żona Alicja, jej zrozumienie dla moich pasji, jej pełna aprobata – to nie zajmowałbym się żeglarstwem i muzyką. Zawsze mogłem liczyć na jej wsparcie – wyznaje Wojciech.

Jest ojcem dwójki dzieci – Damiana i Jagody. Syn ma już 16 lat i sporo ojcowskich pasji odziedziczył po ojcu. Od dziecka pasjonuje się żeglarstwem. Jagoda ma 10 lat, urodziła się z zespołem Downa, jest wielkim skarbem całej rodziny i sama również przejawia zainteresowanie morską pasją. Jagoda w internecie ma swojego bloga (http: //smyki.pl/domeny/corka.pl /jagoda/). “Odkąd pamiętam mój tata żegluje. Żegluje, bo to kocha, a my kochamy jego. Kochamy go, że jest z nami myślami i to, że ma pasję – morze” – pisze Jagoda.

Kamil Milian Dziennik Zachodni

01/5/07

Córka

Córki robią cudowne rzeczy.
Nie te cudowne rzeczy, których ty się spodziewasz.
Inne rzeczy.
Zadziwiające rzeczy..
Lepsze niż te, o których marzyłaś.

majwka2007432lg6

09/25/06

Bajkowa kołderka dla Jagody

Naprawdę niewiele trzeba, by na twarzy chorego dziecka pojawił się uśmiech. Wystarczy kolorowa, uszyta specjalnie dla niego kołderka. Taką kołderkę dostała w niedzielę Jagoda z Tychów, a w kolejce czekają już następne chore dzieci.

Dziesięcioletnia Jagoda Plewnia z Tychów urodziła się z zespołem Downa. Śliczna, wesoła dziewczynka żyje podobnie jak jej zdrowi rówieśnicy – spotyka się z przyjaciółmi, wyjeżdża na wakacje, wybiera zdjęcia, które potem jej mama umieszcza na internetowym blogu poświęconym Jagodzie. Dziewczynka w wieku zaledwie kilku miesięcy przeszła poważną operację serca, dlatego wymaga szczególnej troski ze strony lekarzy. Zdarza się, że ze względu na badania kontrolne musi pobyć trochę w szpitalu. W niedzielę Jagoda dostała prezent, który umili jej te przykre chwile – bajkową, kolorową, uszytą specjalnie dla niej kołderkę. Patchworkowa, składa się z wielu niedużych kwadratów. Są tam m.in. listonosz Pat i rybka Nemo – postacie z ukochanych kreskówek Jagody.

Pięknie zapakowany prezent przywiozła dziewczynce Lena Galińska spod Warszawy, która zszyła w całość kwadraty przygotowane wcześniej przez panie z całej Polski. – Jagoda od razu rozpoznała swoich ulubionych bohaterów. Bardzo ją ta kołderka ucieszyła – opowiada Alicja Plewnia, mama dziewczynki.

Podobne prezenty trafiły już do wielu przewlekle i nieuleczalnie chorych dzieci w całej Polsce. Kołderki-przytulanki umilają im długie pobyty w szpitalach i sanatoriach. Wszystko dzięki internetowej akcji “Kołderka za jeden uśmiech”, wymyślonej dwa lata temu przez kobiety zajmujące się robótkami ręcznymi. Mimo że w akcję zaangażowało się już około pół tysiąca wolontariuszy, potrzeba nowych rąk do pracy. Chorych dzieci, które chciałyby dostać taką kołderkę, jest bardzo dużo, muszą czekać na wymarzone przytulanki. Na swoje kołderki czekają na przykład niewidome maluchy z całej Polski. Dla nich panie szyją specjalne, “paluszkowe” kołderki, z wypukłym wzorem, który można oglądać palcami.

– Dla mnie kołderka Jagody była już kolejną, przy której pracowałam w ramach tej akcji, ale po raz pierwszy osobiście udało mi się ją dostarczyć. Nie zapomnę radosnej twarzy Jagody, gdy wreszcie udało jej się rozwiązać wstążki i otworzyć paczkę z kołderką. To było dla mnie wielkie przeżycie – opowiada pani Lena. – Gorąco zachęcam do wzięcia udziału w tej akcji, to daje naprawdę bardzo dużo satysfakcji – dodaje.

Na stronie internetowej www.kolderki.org/ można zobaczyć, jak szyje się kołderki dla chorych dzieci. Można tam także znaleźć listę dzieci, które czekają na przytulankę, oraz zgłosić chęć udziału w akcji.

Ewa Furtak
2006.09.25

źródło

z3643663Q,Jagoda-z-mama-Alicja--z-lewej--i-Lena-Galinska