06/14/06

Pożegnanie w przedszkolu

Ostatni dzień w przedszkolu.
Strasznie mi smutno, bo chodziłam do niego aż 7 lat 

pożegnalny tort

przedszkole0018ch

występy

przedszkole0159fo

przedszkole0055uz

ostatni taniec z Sebastianem

przedszkole0552zz

Z Paniami: Moniką, Anetą, Gosią

przedszkole0361wz

Ewą i Krysią

przedszkole0613pc


01/24/06

Zajęcia z Dagą

Była dzisiaj u mnie wolontariuszka Daga.
Robiłyśmy fajne rzeczy z masy solnej

terapia0188dd

terapia0164tt

01/22/06

Nasza Jagoda, marzenie Boga

Urodziłam się w piękne, jesien­ne popołudnie 14 listopada 1996 o godz. 15.15. Urodziłam się z całym zespołem… zespołem Downa

Tak zaczyna się blog Jagody Plewni z Tychów. Czytamy jej zapi­ski dzień po dniu: – Dzisiaj chcę Wam przedstawić mojego Tatusia-żeglarza, kapitana stawnego żaglowca .Zawiszy Czarnego”. Zapraszam na dalsze cie­kawostki na stronkę „o mnie”, poczytaj­cie… naprawdę jest wielki… Do bloga Jagody zajrzało już 8 tys. internautów. Oglądają zdjęcia ślicznej, ciemnowłosej Jagody – na basenie, z przyjaciółmi, na karnawałowym balu w przedszkolu. Blog Jagody tak nam się spodobał, że postanowiliśmy spotkać się z nią i jej rodzicami w prawdziwym, a nie wirtualnym świecie.

Ewa Furtak: Skąd wziął się pomysł na prowadzenie błoga Jagody? Alicja Plewnia (mama Jagody): O portalu smyki.pl. na którym mamy zakładają błogi dla swoich pociech, przeczytałam na e-dziecku. Pomyśla­łam: a dlaczego by nie założyć błoga Jagodzie? Błogi mają przede wszyst­kim zdrowe dzieci. Chcemy pokazać, że chore dziecko też prowadzi normal­ne życic. Jagoda chodzi do przedszko­la, ma przyjaciół, wyjeżdża. Jak zdro­we dziecko, ma obowiązki, ale także czas na przyjemności.

Czy wiedziała Pani, że Jagoda urodzi się chora?

Alicja Plewnia: Nie. Choć teraz, gdy patrzę na to z perspektywy czasu, to my­ślę, że były sygnały, coś było nie tak, jak należy. W szóstym miesiącu ciąży by­łam na USG. Lekarz długo wpatrywał się w monitor, wypytywał mnie o różne rzeczy, chciał wiedzieć, czy mam już dzieci i czy są zdrowe. Nie chciał jed­nak powiedzieć nic konkretnego.

Kiedy się okazało, że Jagoda ma zes­pół Downa?

Alicja Plewnia: Od początku widzia­łam, że córka wygląda inaczej niż zdro­we dziecko. Na drugi dzień po porodzie przyszła do mnie lekarka i powiedzia­ła, jakie ma podejrzenia.

Wojciech Plewnia (tata Jagody): Powiedziała dokładnie tak: państwa dziecko ma cechy dysmorficzne. Leka­rze też nie chcieli wprost powiedzieć o zespole Downa. Czasem myślę, że tak naprawdę i ja. i żona już dużo wcześniej wiedzieliśmy, co się dzieje. Nie chcie­liśmy przyjąć tego do wiadomości, nie rozmawialiśmy ze sobą na ten temat. Wtedy dla nas było to zbyt straszne. Cze­kaliśmy, aż powie to ktoś z zewnątrz.

Bywa, że rodzice skarżą się na to, jak w takiej sytuacji zostali potraktowa­ni w szpitalu…

Wojciech Plewnia: Z rozmów z in­nymi rodzicami wiemy, że położne i le­karze nie zawsze potrafią w takiej sytu­acji zachować się taktownie, czasami jeszcze bardziej ranią zamiast pomóc. My zostaliśmy potraktowani przez ca­ły personel szpitala w Pszczynie bardzo dobrze.

Alicja Plewnia: Ordynator oddziału pomogła nam dostać się do genetyka. Na taką wizytę czeka się tygodniami, tymczasem Jagoda miała zaledwie pięć dni, gdy dotarliśmy z nią do specjali­sty. Pół godziny później byliśmy z nią piętro wyżej u innego specjalisty, u kar­diologa.

Bo bardzo często zespołowi Downa towarzyszy wada serca?

Wojciech Plewnia: Rzeczywiście, większość dzieci z zespołem ma wadę serca. Jagoda też miała i to bardzo po­ważną. Według statystyk połowa dzie­ci z downem ginie jeszcze w ciąży, do­chodzi do poronienia.

Dawniej mówiło się, że serca takiego dziecka nie warto naprawiać…

Wojciech Plewnia: Nasza Jagoda miała szczęście – jej rocznik był chyba pierwszy, gdy zaczęto operować wady serca u dzieci z zespołem Downa.

Alicja Plewnia: Córka miała jednak bardzo skomplikowaną wadę i lekarze uprzedzali nas, że może nie przeżyć za­biegu. Operowano ją gdy miała pięć miesięcy, na szczęście obyło się bez komplikacji i udało się naprawić jej ser­duszko, teraz chodzimy tylko na kon­trolne wizyty do kardiologa.

Wojciech Plewnia: Podczas tej ope­racji przestaliśmy wierzyć w kolejny ste­reotyp. Zawsze mówiło się, że dzieci z zespołem Downa rodzą się starym ro­dzicom. Tam, w szpitalu, było więcej ta­kich dzieci jak Jagoda. Wszystkie mia­ły młodych rodziców. Po operacji przy­plątało się zapalenie płuc i Jagoda trafi­ła do szpitala. Operacja była w kwietniu, a już w lipcu zabraliśmy ją pod żagle na Mazury. Oczywiście, wszyscy pukali się w czoło, ale ona zniosła to świetnie.

Jagoda chodzi teraz do przedszkola. Co będzie z nią dalej?

Alicja Plewnia: Jest chyba najstar­szym stażem dzieckiem w przedszkolu integracyjnym, bo chodzi tam od trze­ciego roku życia. To już ostatni rok, kie­dy może chodzić do przedszkola, nie da się już dłużej odraczać pójścia do szko­ły. Dla dziecka z zespołem Downa są po­tem trzy możliwości: szkoła integracyj­na, szkoła specjalna albo szkoła życia. To do nas należy decyzja, ale podejmie­my ją po konsultacjach ze specjalistami, m.in. z psychologiem. Trzeba na przy­szłość spoglądać realnie, dlatego wyda­je mi się że szkoła życia nie byłaby zła. Tam dzieci oprócz „zwykłej” nauki uczą się też wielu przydatnych w życiu umie­jętności.

Jagoda: A ja nie chcę pójść do szko­ły. Nie chcę się uczyć!

Wojciech Plewnia: No właśnie. Jago­da ma 15-letniego brata Damiana. Ob­serwowanie brata wstającego codziennie rano do szkoły i odrabiającego zadania zniechęciło ją do nauki (śmiech).

Jagoda: Ja lubię przedszkole! Na ba­lu byłam królewną. Tańczyłam z tym chłopcem (pokazuje zdjęcia).

Widać, że to bardzo samodzielna dziewczynka…

Alicja Plewnia: Na przykład chodzi sama do sklepu.

Jagoda: Po lody, chleb i czipsy. Duże czipsy. Najlepsze są z cebulką.

Alicja Plewnia: Trochę musimy z tym uważać. Dzieci z zespołem Downa są niewysokie i, niestety, mają tendencję do tycia.

Myśleliście Państwo już, co będzie z nią w przyszłości?

Alicja Plewnia: W Polsce te dzieci najczęściej są skazane na opiekę kogoś z rodziny. Dobrze byłoby, gdyby zaczę­ła w przyszłości brać udział w warszta­tach terapii zajęciowej, prowadzi je np. Caritas. To bardzo ważne, żeby coś ro­biła, nie siedziała w domu.

Jest jakiś stopień, którym mierzy się ciężkość zespołu Downa?

Alicja Plewnia: Jagoda ma zdiagnozowane upośledzenie umysłowe lekkie, na pograniczu umiarkowanego.

Czy takie dzieci mają szansę na samo­dzielność?

Wojciech Plewnia: Teoretycznie tak. W wychodzącym w Polsce kwartalniku poświęconym dzieciom z zespołem Downa były na ten temat przedruki z pra­sy anglojęzycznej. Czytałem tam o dziewczynie z zespołem Downa któ­ra skończyła studia. Był też artykuł o pa­rze chorych ludzi, którzy wzięli ślub i za­mieszkali razem u boku rodziców, ale samodzielnie.

A w Polsce?

Wojciech Plewnia: U nas mimo teo­retycznej otwartości nie jesteśmy chyba przygotowani na to, żeby mieć za sąsia­da człowieka upośledzonego umysłowo. Ludzie nadal się boją. Podobnie jest z pracodawcami: o ile osoby niepełno­sprawne fizycznie mają szansę na pracę, to tacy ludzie jak Jagoda już nie. Praco­dawcy myślą: ..po co mi kłopoty”.

Ale przecież chyba trudniej o bardziej przyjaźnie nastawionych do otoczenia ludzi niż właśnie osoby z zespołem Downa?

Wojciech Plewnia: To bardzo otwar­te, kochające ludzi osoby, łatwo je zra­nić. To taka wspólnota hippisów… Wie­le osób przekonało się już, jak wspania­łą dziewczynką jest Jagoda, że przebywanie z nią jest miłe, że można się w jej towarzystwie świetnie bawić.

Jak wygląda rehabilitacja Jagody?

Alicja Plewnia: Córka jest pod opie­ką logopedy, pedagoga, raz na tydzień przychodzi do niej wolontariuszka. Mo­żemy za darmo korzystać z miejskiego basenu, Jagoda uwielbia pływanie. Jeź­dzimy też na turnusy rehabilitacyjne. Dzieci z zespołem Downa rozwijają się jakby skokami. Jeszcze niedawno Jago­da nie lubiła rysować. Teraz okazuje się, że nagle przekonała się do różnych pla­stycznych zajęć.

Dowiedzieliśmy się z bloga, że tata Jagody jest żeglarzem, A pani?

Alicja Plewnia: Ja nie pracuję. Mu­siałam wybrać: dobro dziecka albo ka­riera. Mąż często bywa poza domem, a Jagoda wymaga dużo uwagi. Bywa tak że musi się położyć na badania kontrol­ne do szpitala. Nie ma tu miejsca na mo­ją stałą pracę. Po urodzeniu córki zdo­byłam nowy zawód: jestem terapeutą za­jęciowym. Bardzo mi się to przydaje w codziennej opiece nad Jagodą.

Pewno pomaga też Pani Jagodzie w prowadzeniu bloga?

Alicja Plewnia: Pewno, ona na razie nie jest zainteresowana nauką pisania. Ale zdjęcia wybieramy razem, a Jagoda bardzo lubi siedzieć przy komputerze.

Zdarza się, że do bloga Jagody zaglą­dają rodzice innych chorych dzieci?

Alicja Plewnia: Tak, czasem nawet piszą do nas. Gdy urodziłam Jagodę, dostępna była tylko jedna książka o dzieciach z zespołem Downa i musia­ła wystarczyć za całe źródło wiedzy. Teraz rodzice mają o wiele większe możliwości, a Internet to kopalnia in­formacji. Dlatego rodzicom, którzy sta­ją przed takim problemem jak ja, jest dziś o wiele łatwiej. Ostatnio namiary na naszą stronę dostała np. pani, która jest w 16 tygodniu ciąży i dowiedzia­ła się że urodzi dziecko z zespołem Downa. Zaglądając na naszą stronę, można się przekonać, że urodzenie dziecka z zespołem Downa naprawdę nie oznacza końca świata. Podobno dzieci z zespołem Downa w przeszłości było mniej niż obecnie.

Wojciech Plewnia: Takich dzieci ro­dzi się teraz więcej, ale to że dawniej nie było ich widać, wynikało też z cze­goś innego. Po prostu, ludzie najczęściej trzymali chore dzieci w domach.

Alicja Plewnia: Teraz jest inaczej- my też staramy się żeby Jagoda była jak naj­częściej między ludźmi. Ona jest bardzo ze mną związana, a ja myślę, że czas przeciąć pępowinę i powinna pojechać sama na wakacje- Być może pojedzie na jakiś turnus rehabilitacyjny, ale gdyby była możliwość i któryś z organizatorów „normalnych” kolonii zgodziłby się ją zabrać, pewno bym się na to zdecydo­wała.

Rozmawiała Ewa FURTAK

gazeta wyborcza 20.01/06

untitl113vv

fot.Bartłomiej Barczyk

01/14/06

Smutno

“..Zawsze odchodzą ci, na których nam najbardziej zależy,
Zawsze ci, którym nie zdążyliśmy wszystkiego powiedzieć,
Nigdy nie wrócą ci, na których najbardziej czekamy,
Nikt nam nie odda chwil już raz zmarnowanych…”

10 stycznia 2006 roku zmarł nagle Józek Kaniecki -jeden z członków
“Gdańskiej Formacji Szantowej”

“i tylko czasem ktoś zmęczony rejsem(…)
w milczeniu wspina się na reje te niebieskie..”

fot. Kamil Piotrowski

12/26/05

Boże Narodzenie

Świętowałam z Mają

293634

293633


12/13/05

Aniołki

Zobaczcie jakie fajowe aniołki zrobiłam z Dagą -moja wolontariuszką.
Ależ to była niespodzianka dla mamy.
Ucieszyła się bardzo 🙂

Copy_of_PB110096

11/14/04

8 urodziny

Świętowałam w Jadownikach na turnusie

F1000017

F1000019

F1000014

F1000016

F1000018