Tak zaczyna się blog Jagody Plewni z Tychów. Czytamy jej zapiski dzień po dniu: – Dzisiaj chcę Wam przedstawić mojego Tatusia-żeglarza, kapitana stawnego żaglowca .Zawiszy Czarnego”. Zapraszam na dalsze ciekawostki na stronkę „o mnie”, poczytajcie… naprawdę jest wielki… Do bloga Jagody zajrzało już 8 tys. internautów. Oglądają zdjęcia ślicznej, ciemnowłosej Jagody – na basenie, z przyjaciółmi, na karnawałowym balu w przedszkolu. Blog Jagody tak nam się spodobał, że postanowiliśmy spotkać się z nią i jej rodzicami w prawdziwym, a nie wirtualnym świecie.
Ewa Furtak: Skąd wziął się pomysł na prowadzenie błoga Jagody? Alicja Plewnia (mama Jagody): O portalu smyki.pl. na którym mamy zakładają błogi dla swoich pociech, przeczytałam na e-dziecku. Pomyślałam: a dlaczego by nie założyć błoga Jagodzie? Błogi mają przede wszystkim zdrowe dzieci. Chcemy pokazać, że chore dziecko też prowadzi normalne życic. Jagoda chodzi do przedszkola, ma przyjaciół, wyjeżdża. Jak zdrowe dziecko, ma obowiązki, ale także czas na przyjemności.
Czy wiedziała Pani, że Jagoda urodzi się chora?
Alicja Plewnia: Nie. Choć teraz, gdy patrzę na to z perspektywy czasu, to myślę, że były sygnały, coś było nie tak, jak należy. W szóstym miesiącu ciąży byłam na USG. Lekarz długo wpatrywał się w monitor, wypytywał mnie o różne rzeczy, chciał wiedzieć, czy mam już dzieci i czy są zdrowe. Nie chciał jednak powiedzieć nic konkretnego.
Kiedy się okazało, że Jagoda ma zespół Downa?
Alicja Plewnia: Od początku widziałam, że córka wygląda inaczej niż zdrowe dziecko. Na drugi dzień po porodzie przyszła do mnie lekarka i powiedziała, jakie ma podejrzenia.
Wojciech Plewnia (tata Jagody): Powiedziała dokładnie tak: państwa dziecko ma cechy dysmorficzne. Lekarze też nie chcieli wprost powiedzieć o zespole Downa. Czasem myślę, że tak naprawdę i ja. i żona już dużo wcześniej wiedzieliśmy, co się dzieje. Nie chcieliśmy przyjąć tego do wiadomości, nie rozmawialiśmy ze sobą na ten temat. Wtedy dla nas było to zbyt straszne. Czekaliśmy, aż powie to ktoś z zewnątrz.
Bywa, że rodzice skarżą się na to, jak w takiej sytuacji zostali potraktowani w szpitalu…
Wojciech Plewnia: Z rozmów z innymi rodzicami wiemy, że położne i lekarze nie zawsze potrafią w takiej sytuacji zachować się taktownie, czasami jeszcze bardziej ranią zamiast pomóc. My zostaliśmy potraktowani przez cały personel szpitala w Pszczynie bardzo dobrze.
Alicja Plewnia: Ordynator oddziału pomogła nam dostać się do genetyka. Na taką wizytę czeka się tygodniami, tymczasem Jagoda miała zaledwie pięć dni, gdy dotarliśmy z nią do specjalisty. Pół godziny później byliśmy z nią piętro wyżej u innego specjalisty, u kardiologa.
Bo bardzo często zespołowi Downa towarzyszy wada serca?
Wojciech Plewnia: Rzeczywiście, większość dzieci z zespołem ma wadę serca. Jagoda też miała i to bardzo poważną. Według statystyk połowa dzieci z downem ginie jeszcze w ciąży, dochodzi do poronienia.
Dawniej mówiło się, że serca takiego dziecka nie warto naprawiać…
Wojciech Plewnia: Nasza Jagoda miała szczęście – jej rocznik był chyba pierwszy, gdy zaczęto operować wady serca u dzieci z zespołem Downa.
Alicja Plewnia: Córka miała jednak bardzo skomplikowaną wadę i lekarze uprzedzali nas, że może nie przeżyć zabiegu. Operowano ją gdy miała pięć miesięcy, na szczęście obyło się bez komplikacji i udało się naprawić jej serduszko, teraz chodzimy tylko na kontrolne wizyty do kardiologa.
Wojciech Plewnia: Podczas tej operacji przestaliśmy wierzyć w kolejny stereotyp. Zawsze mówiło się, że dzieci z zespołem Downa rodzą się starym rodzicom. Tam, w szpitalu, było więcej takich dzieci jak Jagoda. Wszystkie miały młodych rodziców. Po operacji przyplątało się zapalenie płuc i Jagoda trafiła do szpitala. Operacja była w kwietniu, a już w lipcu zabraliśmy ją pod żagle na Mazury. Oczywiście, wszyscy pukali się w czoło, ale ona zniosła to świetnie.
Jagoda chodzi teraz do przedszkola. Co będzie z nią dalej?
Alicja Plewnia: Jest chyba najstarszym stażem dzieckiem w przedszkolu integracyjnym, bo chodzi tam od trzeciego roku życia. To już ostatni rok, kiedy może chodzić do przedszkola, nie da się już dłużej odraczać pójścia do szkoły. Dla dziecka z zespołem Downa są potem trzy możliwości: szkoła integracyjna, szkoła specjalna albo szkoła życia. To do nas należy decyzja, ale podejmiemy ją po konsultacjach ze specjalistami, m.in. z psychologiem. Trzeba na przyszłość spoglądać realnie, dlatego wydaje mi się że szkoła życia nie byłaby zła. Tam dzieci oprócz „zwykłej” nauki uczą się też wielu przydatnych w życiu umiejętności.
Jagoda: A ja nie chcę pójść do szkoły. Nie chcę się uczyć!
Wojciech Plewnia: No właśnie. Jagoda ma 15-letniego brata Damiana. Obserwowanie brata wstającego codziennie rano do szkoły i odrabiającego zadania zniechęciło ją do nauki (śmiech).
Jagoda: Ja lubię przedszkole! Na balu byłam królewną. Tańczyłam z tym chłopcem (pokazuje zdjęcia).
Widać, że to bardzo samodzielna dziewczynka…
Alicja Plewnia: Na przykład chodzi sama do sklepu.
Jagoda: Po lody, chleb i czipsy. Duże czipsy. Najlepsze są z cebulką.
Alicja Plewnia: Trochę musimy z tym uważać. Dzieci z zespołem Downa są niewysokie i, niestety, mają tendencję do tycia.
Myśleliście Państwo już, co będzie z nią w przyszłości?
Alicja Plewnia: W Polsce te dzieci najczęściej są skazane na opiekę kogoś z rodziny. Dobrze byłoby, gdyby zaczęła w przyszłości brać udział w warsztatach terapii zajęciowej, prowadzi je np. Caritas. To bardzo ważne, żeby coś robiła, nie siedziała w domu.
Jest jakiś stopień, którym mierzy się ciężkość zespołu Downa?
Alicja Plewnia: Jagoda ma zdiagnozowane upośledzenie umysłowe lekkie, na pograniczu umiarkowanego.
Czy takie dzieci mają szansę na samodzielność?
Wojciech Plewnia: Teoretycznie tak. W wychodzącym w Polsce kwartalniku poświęconym dzieciom z zespołem Downa były na ten temat przedruki z prasy anglojęzycznej. Czytałem tam o dziewczynie z zespołem Downa która skończyła studia. Był też artykuł o parze chorych ludzi, którzy wzięli ślub i zamieszkali razem u boku rodziców, ale samodzielnie.
A w Polsce?
Wojciech Plewnia: U nas mimo teoretycznej otwartości nie jesteśmy chyba przygotowani na to, żeby mieć za sąsiada człowieka upośledzonego umysłowo. Ludzie nadal się boją. Podobnie jest z pracodawcami: o ile osoby niepełnosprawne fizycznie mają szansę na pracę, to tacy ludzie jak Jagoda już nie. Pracodawcy myślą: ..po co mi kłopoty”.
Ale przecież chyba trudniej o bardziej przyjaźnie nastawionych do otoczenia ludzi niż właśnie osoby z zespołem Downa?
Wojciech Plewnia: To bardzo otwarte, kochające ludzi osoby, łatwo je zranić. To taka wspólnota hippisów… Wiele osób przekonało się już, jak wspaniałą dziewczynką jest Jagoda, że przebywanie z nią jest miłe, że można się w jej towarzystwie świetnie bawić.
Jak wygląda rehabilitacja Jagody?
Alicja Plewnia: Córka jest pod opieką logopedy, pedagoga, raz na tydzień przychodzi do niej wolontariuszka. Możemy za darmo korzystać z miejskiego basenu, Jagoda uwielbia pływanie. Jeździmy też na turnusy rehabilitacyjne. Dzieci z zespołem Downa rozwijają się jakby skokami. Jeszcze niedawno Jagoda nie lubiła rysować. Teraz okazuje się, że nagle przekonała się do różnych plastycznych zajęć.
Dowiedzieliśmy się z bloga, że tata Jagody jest żeglarzem, A pani?
Alicja Plewnia: Ja nie pracuję. Musiałam wybrać: dobro dziecka albo kariera. Mąż często bywa poza domem, a Jagoda wymaga dużo uwagi. Bywa tak że musi się położyć na badania kontrolne do szpitala. Nie ma tu miejsca na moją stałą pracę. Po urodzeniu córki zdobyłam nowy zawód: jestem terapeutą zajęciowym. Bardzo mi się to przydaje w codziennej opiece nad Jagodą.
Pewno pomaga też Pani Jagodzie w prowadzeniu bloga?
Alicja Plewnia: Pewno, ona na razie nie jest zainteresowana nauką pisania. Ale zdjęcia wybieramy razem, a Jagoda bardzo lubi siedzieć przy komputerze.
Zdarza się, że do bloga Jagody zaglądają rodzice innych chorych dzieci?
Alicja Plewnia: Tak, czasem nawet piszą do nas. Gdy urodziłam Jagodę, dostępna była tylko jedna książka o dzieciach z zespołem Downa i musiała wystarczyć za całe źródło wiedzy. Teraz rodzice mają o wiele większe możliwości, a Internet to kopalnia informacji. Dlatego rodzicom, którzy stają przed takim problemem jak ja, jest dziś o wiele łatwiej. Ostatnio namiary na naszą stronę dostała np. pani, która jest w 16 tygodniu ciąży i dowiedziała się że urodzi dziecko z zespołem Downa. Zaglądając na naszą stronę, można się przekonać, że urodzenie dziecka z zespołem Downa naprawdę nie oznacza końca świata. Podobno dzieci z zespołem Downa w przeszłości było mniej niż obecnie.
Wojciech Plewnia: Takich dzieci rodzi się teraz więcej, ale to że dawniej nie było ich widać, wynikało też z czegoś innego. Po prostu, ludzie najczęściej trzymali chore dzieci w domach.
Alicja Plewnia: Teraz jest inaczej- my też staramy się żeby Jagoda była jak najczęściej między ludźmi. Ona jest bardzo ze mną związana, a ja myślę, że czas przeciąć pępowinę i powinna pojechać sama na wakacje- Być może pojedzie na jakiś turnus rehabilitacyjny, ale gdyby była możliwość i któryś z organizatorów „normalnych” kolonii zgodziłby się ją zabrać, pewno bym się na to zdecydowała.
Rozmawiała Ewa FURTAK
gazeta wyborcza 20.01/06
fot.Bartłomiej Barczyk

Jagódka jest super, ale Ty też jako mama. Gdy urodziłam dziecko z zespołem downa zostawił mnie partner. Podobałam wszystkiemu i wychowałam dorosłego, wyjątkowego chłopca. W programie Down the Road, którego prowadzącym był Przemek Kossakowski pokazano, jak wyglądają emocje dzieci z trisomią i z jakimi wyrzeczeniami muszą się one spotkać oraz ich rodzice. Powiem Wam, że to tylko część ciężkiej drogi, ale jestem wdzięczna, że poruszono ten temat w TV.